sobota, 12 kwietnia 2014

O cierpieniu

"Dlatego, kiedy On wkracza w życie człowieka przez zewnętrzne i wewnętrzne doświadczenia, nie szczędząc utrapień jego ciału i duszy, czyni mu największą łaskę, będącą zadatkiem Jego zamiarów miłości i uświęcenia."

"Kiedy zsyłasz nam cierpienie, jest to znak, że nas wybrałeś i umiłowałeś, Panie, i dajesz nam zadatek Twojej miłości. Zatrzymajmy więc spojrzenie na Twoim cierpieniu, a znajdziemy pomoc w każdym naszym utrapieniu. Ty, Synu Boży, otrzymałeś zło za dobro! "


niedziela, 6 kwietnia 2014

Bóg śmierci nie uczynił

W tym roku Wielki Post przeżywamy w poszukiwaniu wielkich wartości, które gwarantują dobre wykorzystanie rodzącej się u nas demokracji. Nowe układy polityczno-społeczne mają w ostateczności dać nam dużą wolność. Droga do tego trudna i długa, ale cel jest jasny. W oparciu o Boże objawienie przypomnieliśmy sobie, że warunkiem właściwego wykorzystania wolności jest mądrość, sprawiedliwość, umiarkowanie oraz odwaga. Chodzi o pełne wyposażenie wnętrza, które gwarantuje skuteczne działanie człowieka.

Kto te wartości umiłował i ustawicznie zabiega o ich doskonalenie, a jest to zadanie całożyciowe, ten musi postawić krok następny i precyzyjnie ustalić cel swego życia. Chodzi o to, w co należy zaangażować wszystkie swoje siły, dla jakiej sprawy, dla kogo, by odnaleźć w pełni siebie, by rozwinąć wszystkie posiadane talenty i, odnosząc sukcesy w organizowaniu życia doczesnego, równocześnie doskonalić ducha.

Mądre ustawienie zależy od odpowiedzi na pytanie: Czy życie nasze ogranicza się wyłącznie do doczesności, czy też sięga poza grób. Czy ono się dokonuje wyłącznie tu na ziemi, czy też można je przenieść w inną rzeczywistość.

Przyroda zna tylko jedno sensowne rozwiązanie – wydać następne pokolenie. Kwiat żyje raz, kwitnie raz, wydaje nasienie i zadanie jego jest spełnione. Sarna żyje raz. Wydaje w ciągu kilku lat potomstwo, sama ginie a jej życie przedłuża się w życiu jej dzieci. A człowiek? Jeśli jego egzystencja jest podobnie zamknięta w doczesności, to raczej należałoby się zastanowić nad odpowiednią selekcją, by jedynie najcenniejsze jednostki produkowały następne pokolenia, a on sam winien wycisnąć z lat doczesności maksimum przyjemności. Użycie stanie się wówczas celem.

Z chwilą, gdy nawiązał z nami kontakt Bóg, wiemy, że perspektywa wieczności jest otwarta. „Bóg śmierci nie uczynił”. Człowiek jest nieśmiertelny. Wprawdzie przeżywa rozstanie z ciałem, ale żyje nadal i żył będzie wiecznie.
Doczesność więc jest etapem przejściowym, jest przygotowaniem do wejścia w nowy świat. Stąd dzień po dniu musi być przeznaczony na doskonalenie tego przygotowania. Każdy z nas ma się nauczyć wielu rzeczy koniecznie potrzebnych w przyszłym życiu. Doczesność to okres formacji, to przygotowanie do wiecznie trwającej twórczej pracy. Czas uciążliwego studium i praktyki.

Syn Boga przybył na ziemię, aby nas przekonać, że życie nie kończy się w grobie. Dał kilka takich lekcji poglądowych wskrzeszając córkę Jaira, przywracając do życia młodzieńca z Naim, wreszcie wyprowadzając z grobu, już cuchnącego w czwartym dniu po śmierci, Łazarza. Ożywienie rozpadającego się ciała to cud, który przekonał wielu myślących ludzi do Chrystusa. Te wskrzeszenia, to były etapy. Ostani dowód został podany w Wielką Niedzielę. Ciało Jezusa, straszliwie wyniszczone na drzewie krzyża, spoczywało w grobie trzy dni. Jego Zmartwychwstanie ponownie otwarło przed człowiekiem drogę do chwalebnej nieśmiertelności. Garść wiadomości przekazanych przez Boga o czekającym nas życiu wystarcza, by się do niego odpowiednio przygotować. Chodzi o doskonalenie wiary, nadziei i miłości. Celem człowieka jest tak dojrzała miłość, aby mógł odpowiedzieć na wieczną miłość samego Boga i objąć miłością wszelkie Jego stworzenie. Celem człowieka jest dojrzałość do Miłości. Miłowanie Boga, ludzi, świata będzie naszym wiecznym zadaniem. Ustawienie celu naszego życia doczesnego jako dorastania do miłości pozwala na wykorzystanie wszystkiego, co łączy się z budowaniem gmachu doczesności, dla doskonalenia umiejętności kochania.

Bóg dał nam do dyspozycji materiał nietrwały, przemijający, który pozwala wykorzystać na budowanie dla nas prowizorycznego pomieszczenia na czas naszego pobytu na ziemi. Mamy to czynić w stopniu doskonałym. To może być przepiękny pałac z luksusowymi warunkami życia, byle tylko nikt nie uczynił go ostatecznym celem swego życia. Jest to jedynie prowizorka, którą trzeba opuścić, a troskę o jej urządzenie potraktować jako budowę modelu, celem opanowania sztuki budowania potrzebnej do wznoszenia gmachów w wieczności.

Wejście w okres rozważania Męki Chrystusa wymaga głębszego zastanowienia nad naszą wiarą w życie wieczne. Czy ta wiara kształtuje nasz powszedni dzień? Czy liczymy się z doskonaleniem sztuki miłości Boga, świata, ludzi, siebie? Czy to przygotowanie do czekającej nas wiecznej pracy jest naszą główną troską?

Ks. Edward Staniek

Wskrzeszenie i zmartwychwstanie

Zmarł Łazarz. Ciało od czterech dni spoczywało w grobie. Już cuchnęło. Przyszedł Jezus i jednym słowem: „Wyjdź” przywrócił mu życie. Wspólnie wrócili do domu i zasiedli przy jednym stole.

Wieść o cudzie rozniosła się szybko. Tłumy z Jerozolimy spieszyły do Betanii, by zobaczyć umarłego, który żyje. Wielu wyznawało wiarę w Chrystusa. Arcykapłani zastanawiali się czy nie lepiej ponownie uśmiercić Łazarza, niż czekać, aż wszyscy uwierzą w Chrystusa.

Nie wiemy jak po tej wędrówce przez próg śmierci czuł się Łazarz. Czy wywarła ona wpływ na dalsze jego życie? Czy dziękował Jezusowi, czy też miał do Niego żal jak człowiek, którego zbudzono z pięknego snu i zmuszono do podjęcia twardego życia?

Wielu sądzi, że nasze zmartwychwstanie będzie podobne do wskrzeszenia Łazarza. Nic podobnego! Łazarz wrócił do normalnego życia, do trosk, kłopotów, trudów życia, które zmierza ku śmierci. Łazarz musiał czekać na drugą śmierć i przez to jego życie nie różniło się od naszego.

Po zmartwychwstaniu rozpoczniemy zupełnie inne życie. Wejdziemy w świat, w którym nie będzie śmierci i nie będzie kresu. Zmartwychwstanie odbędzie się już w „nowej ziemi” i nic z form doczesnego życia tam nie pozostanie. Nie będzie kłopotów rodzinnych, trosk o dzieci, zmartwień o chleb, ubranie, światło... Będzie wspaniała wspólnota ludzi żyjących miłością. Bóg, który jest samą miłością, będzie dla zmartwychwstałych wszystkim – Ojcem, Matką, Bratem, Przyjacielem. Będzie dla nich Światłem i Chlebem, Życiem i Szczęściem.

Po zmartwychwstaniu wejdziemy nie w świat ludzi, lecz w świat Boga. Na ziemi rządzą prawa czasu, prawa życia, które jest słabe i ciągle przegrywa ze śmiercią. W niebie, czyli w „nowej ziemi”, w której zamieszkamy po zmartwychwstaniu, rządzić będą prawa Boskie, prawa wiecznego życia, na które nigdy nie padnie cień śmierci.

Głębsza refleksja przy pustym grobie wskrzeszonego Łazarza i pustym grobie Zmartwychwstałego Jezusa otwiera oczy na prawdę, która rzadko kiedy dociera do naszej świadomości. Śmierć nie stanowi zakończenia ludzkiego życia. Skoro Bóg przeprowadza wierzących przez grób, to śmierć nic nie kończy, nie rozwiązuje żadnych spraw. Każdy morderca stanie twarzą w twarz ze swoją ofiarą, każdy skrzywdzony stanie wobec krzywdziciela. Wszystkie sprawy trzeba będzie podjąć na nowo. Jedynie ci, którzy wszystko w swoim życiu załatwili zgodnie ze sprawiedliwością, ustawili w świetle prawdy, mogą spokojnie przekroczyć próg śmierci.

Wiele krzywd, a nawet zbrodni, popełnia się na ziemi dlatego, że krzywdziciele sądzą, iż ich złe czyny można zasypać ziemią. Będą wielce zaskoczeni, gdy Bóg wyprowadzi z grobu ich ofiary i wezwie do załatwienia wszelkich porachunków w imię prawdy i sprawiedliwości. Śmierć nic nie załatwia. Ona jedynie utrudnia załatwienie spraw bolesnych, odsuwa je na dzień naszego zmartwychwstania. Gdyby ta prawda dotarła do świadomości każdego człowieka, nikt nie wyrządziłby drugiemu krzywdy. Każdy zabiegałby o czynienie dobra swoim bliźnim, by pozyskać sobie przyjaciół i obrońców na dzień zmartwychwstania.
Ks. Edward Staniek

Na dobranoc i dzień dobry

"Każdy moment naszego życia jest ważny, aby obudzić się do życia. Nasze codzienne obowiązki, przywiązania, ale też i ludzie z którymi przyszło nam żyć, to oni wprowadzają pewną nieświadomą monotonię, która pozbawia nas spontaniczności. Nie potrafimy wtedy już uwierzyć w żaden cud zmiany. Nie przychodzi nam do głowy, że nasze życie może być inne, doskonalsze, pełne obfitości życia…

Jezus dawał ludziom nadzieję zmiany obecnego stanu rzeczy. Każdemu, kto był w rozpaczy i bezsilności dawał iskierkę nadziei. To dawało ludziom siły do zaangażowania się całym sobą w to, co wydawało się być nie do przeskoczenia. Jezus nie tylko leczył, ale dawał siły i sens w podejmowaniu trudu dalszego życia. Wdzięczność ludzi, którzy doświadczyli cudu to nie tylko zdrowie, ale przemiana ducha…"

sobota, 5 kwietnia 2014

Kochaj bliźniego – Dzień 29

„Te praktyki są dobre; ale jeżeli ustrzeżesz sumienie od winy wobec bliźniego, przez to dopiero osiągniesz zbawienie”.



http://ps-po.pl/kochaj-blizniego-dzien-29/

piątek, 4 kwietnia 2014

Ps 34,17-21.23

"Pan zawsze bliski dla skruszonych w sercu
Pan zwraca swe oblicze przeciw zło czyniącym,
by pamięć o nich wymazać z ziemi.
Pan słyszy wołających o pomoc
i ratuje ich od wszelkiej udręki.

Pan jest blisko ludzi skruszonych w sercu,
ocala upadłych na duchu.
Liczne są nieszczęścia, które cierpi sprawiedliwy,
ale Pan go ze wszystkich wybawia.

On czuwa nad każdą jego kością
i żadna z nich nie zostanie złamana.
Pan odkupi dusze sług swoich,
nie zazna kary, kto się doń ucieka.
"


Mdr 2,1a.12-22

Mylnie rozumując bezbożni mówili sobie: Zróbmy zasadzkę na sprawiedliwego, bo nam niewygodny: sprzeciwia się naszym sprawom, zarzuca nam łamanie prawa, wypomina nam błędy naszych obyczajów. Chełpi się, że zna Boga, zwie siebie dzieckiem Pańskim. Jest potępieniem naszych zamysłów, sam widok jego jest dla nas przykry, bo życie jego niepodobne do innych i drogi jego odmienne. Uznał nas za coś fałszywego i stroni od dróg naszych jak od nieczystości. Kres sprawiedliwych ogłasza za szczęśliwy i chełpi się Bogiem jako ojcem. Zobaczmyż, czy prawdziwe są jego słowa, wybadajmy, co będzie przy jego zejściu. Bo jeśli sprawiedliwy jest synem Bożym, Bóg ujmie się za nim i wyrwie go z ręki przeciwników. Dotknijmy go obelgą i katuszą, by poznać jego łagodność i doświadczyć jego cierpliwości. Zasądźmy go na śmierć haniebną, bo - jak mówił - będzie ocalony. Tak pomyśleli - i pobłądzili, bo własna złość ich zaślepiła. Nie pojęli tajemnic Bożych, nie spodziewali się nagrody za prawość i nie docenili odpłaty dusz czystych.

Czytania mszalne rozważa Elżbieta Krzewińska

"Kiedy kogoś dopiero poznaję, baczną uwagę zwracam na to, czy to, co on mówi, jest zgodne z tym, co robi. Albo czy przynajmniej stara się żyć zgodnie ze swoimi słowami. Czy jest w nim żal, że coś nie wyszło, nie udało się, ale i nadzieja, że następnym razem będzie chociaż odrobinę lepiej.

W ten sposób najpełniej pokazuje się prawda o człowieku. I pewnie dlatego, im dłużej kogoś się zna, tym większe pojawia się ryzyko rozczarowania nim, gdyż nie jest łatwo żyć w zgodzie ze swoimi ideami, z pragnieniem serca, z tym, do czego zachęca nas Bóg i Jego święci.

I ja sama jestem tak „sprawdzana” przez innych, zwłaszcza przez ludzi będących daleko od Boga. Sami nie idą drogą Jezusa, ale doskonale wychwycą wszystkie moje nawet najdrobniejsze odstępstwa od tej drogi. Bogu niech będą za to dzięki. Ich uwagi uwrażliwiają moje sumienie.
To dzięki nim dostrzegam, jak mało we mnie łagodności i cierpliwości w sytuacji doświadczanych obelg, posądzeń, niesprawiedliwych oskarżeń i krzywdzących osądów. To oni ciągle na wierzch wyprowadzają to, co chcę ukryć głęboko przed samą sobą: brak ufności w dobroć i miłość Ojca i strach przed śmiercią. "



Ireneusz Krosny dla Gościa Niedzielnego

Jest potępieniem naszych zamysłów, sam widok jego jest dla nas przykry, bo życie jego niepodobne do innych i drogi jego odmienne. Mdr 2,14-15

"Niejednokrotnie ludzie spoza Kościoła zarzucają chrześcijanom brak życia według zasad Ewangelii. Za przykład podają religijność muzułmanów, którzy tak odważnie, w miejscach publicznych, odprawiają swoje praktyki religijne. Wskazują też na buddystów jako wspaniałych ludzi medytacji i głębi. Tymczasem za tą fasadą poszukiwania pięknych zasad życia najczęściej kryje się zupełnie inna motywacja. Wystarczy zobaczyć, co dzieje się, gdy do takiego środowiska wejdzie gorliwy, zakochany w Jezusie chrześcijanin. Nagle pojawiają się nie akceptacja, obmowa, wrogość, czy wręcz prześladowanie. Okazuje się wówczas, że tak naprawdę bardzo na rękę była tym ludziom marność otaczających ich chrześcijan. To, co wydawać by się mogło poszukiwaniem „czegoś więcej”, okazuje się ukrywaniem „czegoś mniej”. Chrześcijanin staje się wówczas jakby uobecnieniem Jezusa i sama ta obecność bywa trudna do wytrzymania, bo pozbawia pewnego komfortu życia w grzechu."